Wpisy

  • czwartek, 25 sierpnia 2011
    • "chcę więcej"

      Wciąż mam nadzieję,że spełnię prośbę jednego z czytelników i napiszę drugą część blogu. Teraz czekam na wspomnienia o Zosi... Może trafię na ślad dziadka ? Zosia, zawsze pragnęła go znaleźć. Prawdopodobnie zginął w Katyniu, albo innym miejscu kaźni. Proszę wszystkich, którzy pisali i będą pisać o Zosi o informacje, czy mogę cytować ich wypowiedzi. Oczywiście nie chodzi o wypowiedzi w komentarzach, które i tak są publiczne., ale te wysyłane bezpośrednio do mnie.( reksik1@gazeta.pl)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 sierpnia 2011 18:35
  • niedziela, 27 grudnia 2009
    • Wpis bez tytułu

      "Chcę więcej" -napisał jeden z czytelników. Czy historia Zosi będzie miała ciąg dalszy? Nie wiem! Może odezwie się osoba,która zna brakujące historie? Może, ktoś wie, gdzie zginął dziadek? W Starobielsku, Katyniu, a może wcześniej, jeszcze we Lwowie?
      Na razie historia Zosi zawędrowała do Australii.Tak, na drugim końcu świata o Zosi czyta Polonia. Mam nadzieję, że dzięki temu pojawią się jakieś nowe ślady.
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 grudnia 2009 22:51
  • środa, 20 lutego 2008
    • "śpieszmy sie kochac ludzi, bo tak szybko odchodzą"

      Zawsze przed Zosią ukrywaliśmy złe wiadomości, każdy starał się oszczędzić jej cierpień, wydawało się nam,że wszystko zbyt mocno przeżywa. Może te łzy, rozpacz, czasami histerie dawały jej siły.? W ten sposób wyrzucała  z siebie stres, myśli nie do zniesienia...Zosia wciąż czuła się nieszczęśliwa. Przynajmniej tak twierdziła. Wydaje mi się, że ciągle potrzebowała potwierdzenia miłości, akceptacji potwierdzenia tego, że jest najlepsza.. Tak było w Herbach. Zawsze chciała we wszystkim uczestniczyć, przejmowała się sprawami innych, ale ona Zosia musiała być w centrum zainteresowania Kochała wszystkich ludzi, starała się pomagać biednym, zwłaszcza w czasach bezrobocia, gdy wielu znajomych straciło pracę, ale nie widziała ludzkich wad, nie dostrzegała,gdy bywała wykorzystywana, nie dostrzegała często dobra,miłości,tylko, dlatego, że ktoś inaczej postrzegał świat. Jej zdanie o znajomych wciąż zmieniało się. Gdy byłam w Herbach w maju pani Kasia była najwspanialszą osobą, a już jesienią słyszałam o niej tylko złe rzeczy. Myślę, że podchodziła zbyt emocjonalnie do rzeczywistości, nie umiała zachować dystansu wobec konfliktów, plotek, zwłaszcza tych powstających w środowisku nauczycielskim. Też jestem nauczycielką i wiem, że często nie postępujemy wobec siebie fair. Przyjeżdżałam, więc do Herbów, rozmawiałam ze znajomymi z podwórka, starałam się nie pamiętać ,co o nich słyszałam. Wszyscy byli mi bliscy, tworzyli część mego świata. Tak naprawdę wszyscy kochali Zosię, choć jak wielu z nas miała wady, które nie raz zakłócały stosunki sąsiedzkie. Zosia stała się częścią Herbów, podwórka, szkoły..

      Któregoś roku przyjechaliśmy na święta do Herbów, tuż przed terminem mego porodu. Nie było to rozsądne, ale ciocia nie chciała przyjechać do nas. Myślę, że w rzeczywistości bardzo chciała pomóc, jednak tak bardzo pragnęła czuć się niezastąpiona, że oczekiwała próśb, nalegań. A ja...Nie odczytałam tego, choć obawiałam się ewentualnego porodu w prowincjonalnym szpitalu,przyjechałam na święta. Czyżby nie wiedziała, jaka jest ważna, nawet dla mojego męża, który chętniej jeździł do Herbów niż do swoich rodziców? Gdy zachorowała, poczułam, że tracę jedyną przystań, jedyną rzecz łączącą mnie z dzieciństwem. Zachorowała nagle.

      W sierpniu byliśmy w Herbach przez tydzień. Czy wtedy nie zauważyłam jakiś oznak choroby, czy tak je kryła przed nami? Jak zawsze miała różne nastroje? Przyzwyczailiśmy się do tego. Jak na osobę osiemdziesięcioletnią była w dobrej formie? Nie sądziłam,że to są ostatnie wakacje w Herbach...Ale, kiedyś wczesnym rankiem, gdy Tomek bawił się w piaskownicy, gdy podwórko, otulone jeszcze delikatną mgiełką,dopiero budziło się ze snu, spojrzałam na ogródek, szkołę, las jakoś dziwnie, tak jak na wspomnienie, coś, co przeminęło i już nie wróci. To była sekunda. Przeraziłam się. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że Herby znikną z mojego życia.



      Z pamiętnika Agnieszki

       

      Świat


      Poukładany – jak klocki lego

      Świat

      Mój, szczęśliwy

      W nim

      Ja i mój dom

      Ja i praca

      Ja i góry

      Ja i obejrzany film, obraz,

      Wymarzony ciuch


      Budzę dzieci do przedszkola

      Planuję wakacje, jadę na zakupy

      Przeżywam pieśni Cohena

      Wiersze Szymborskiej...


      Właśnie wypada jeden klocek

      A ja

      Ratuję zbudowaną wieżę przed zawaleniem

      Dziś już wiem, że ta wieża nigdy nie będzie taka jak kiedyś...



      Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą”...

      Zosiu, czy wiedziałaś, jaka jesteś potrzebna? Czy twa dusza widziała te tłumy ludzi na pogrzebie?..Tylko pogrzeb księdza Popiełuszki zrobił na mnie takie wrażenie.

      Boję się pogrzebów. Boję się, ze nie wytrzymam, wzruszę się rozpłaczę...Boje się bólu duszy...Zamykam się wówczas w swoim świecie, by przetrwać, przeczekać, wytrzymać...Później w samotności można płakać, cierpieć...Nie wśród ludzi. Gdy na chwilę wyjrzałam ze swojego świata, zobaczyłam tysiące kwiatów, ludzi. W ponury listopadowy dzień na moment wyjrzało słońce...Ktoś coś mówił...Ktoś płakał...Cmentarz powoli pustoszał...Zostały kwiaty...Został ból i cierpienie.

      Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”

      Dziś wciąż istnieje miejscowość Herby. Ci sami ludzie, ale wszystko stało się inne, obce. Czas zaczął jakby szybciej płynąć, znajomi postarzeli się nienaturalnie szybko. Te same są tylko rzeczy martwe :sklepy, kamienie, domy...Boję się tam wracać, nie chcę stracić wspomnień...

      - Może to tylko twoja wyobraźnia Agnieszko. To normalne,gdy się gdzieś wraca po długim czasie?

      Nie. Wiele lat nie byłam w Tatrach. Pojechałam tam z Kasią i Tomkiem, nie wiedziałam, gdzie będziemy mieszkać, nie wiedziałam, czy góry jeszcze mnie przyjmą?Wysiedliśmy rano z pociągu i...Poczułam się jak u siebie. Zakopane przez dziesięć lat zmieniło się, ale mimo to jest to coś, co sprawia ze w górach czuję się wolna., Szczęśliwa.

      Wciąż zaczynasz wizytę w Tatrach od kapliczki Witkacego?

      Tak. Zawsze tam przychodzę i proszę, abym za rok mogła wrócić. Zaś, prawdziwe Herby stały się tylko wspomnieniem. Dziś,gdy tam jestem, każde drobne skojarzenie, zakupów w małym sklepiku, zapach lasu—tak bardzo boli. To pisanie też boli, ale obiecałam Zosi, że napiszę o niej, choć nie umiem już opowiadać tak jak w czasach licealnych


      Z pamiętnika Agnieszki

       

      Jesienna mgła

      pachnie

      chwilą

      świata, który istniał

      poza codziennością

      cierpieniem i radością

      jesienna mgła

      pachnie

      jak las

      stacja w małym miasteczku

      stare meble, kurz...


      przyjeżdżałam tam na chwilę

      opuszczając miasto marzeń

      walki o sukces

      o czas

      o codzienność i niezwykłość

      byłam tam szczęśliwa i nieszczęśliwa

      niecierpliwie liczyłam dni do powrotu


      Tylko tam czułam, że łączę się

      z przeszłością...

      choć samotna

      byłam jednak

      nie sama...


      Jesienna mgła

      Pachnie jak czas

      Stacja w małym miasteczku


      Dziś gdy tam bywam

      Czuję się jak w kinie

      Widzę prawdziwy

      Ale nieprawdziwy świat

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „"śpieszmy sie kochac ludzi, bo tak szybko odchodzą"”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      środa, 20 lutego 2008 16:47
    • Gabriel Kesner – wartości plastycznej pracy

      Gabriel Kesner – wartości plastycznej pracy ,[1977r. Niestety nie wiem, z jakiego pisma pochodzi ten artykuł]

      [...]Jej pasja jest twórczość plastyczna. Celowo użyliśmy określenia” twórczość plastyczna, jako że trudno jest zaliczyć ją do którejś z gałęzi plastyki, ze względu na bogactwo uprawianych przez nią technik. Nasza znajomość z Zofią Szczerbicką rozpoczęła się od wizyty w kółku pracy pozaszkolnej- oczywiście plastycznym, prowadzonym przez nią. Prace uczniów świadczą o dużym zaangażowaniu w ich tworzenie zarówno uczestników zajęć jak i inwencji prowadzącej zajęcia.

      Wizyta w mieszkaniu Zofii Szczerbickiej ujawniła źródło zarówno pomysłów, jak i wypracowanych technik plastycznych. Rzut oka na zgromadzone eksponaty świadczące o zainteresowaniach właścicielki mieszkania udowadnia po raz wtóry, iż do tworzenia rzeczy pięknych może być użyte każde tworzywo.Tematem fascynującym autorkę prac jest głównie przyroda, stąd dominujące w większości prac motywy roślinne.[‘’]Tworzy Zofia Szczerbicka przy pomocy farb olejnych, akwareli, plakatówek, poprzez wypalanie na drewnie.[...] Plastyczne hobby Zofii Szczerbickiej, w którym znalazła ona ujście swej życiowej pasji samotniczki, ma dwa aspekty: indywidualny oraz pedagogiczny. Jest ono,bowiem, środkiem, dzięki któremu grupując się w kółku plastycznym, dzieci ujawniają wzorem swej nauczycielki swoje artystyczne zamiłowania.[..]Równoległe z praca zawodowa Zofia Szczerbicka aktywnie działa społecznie w NP. i w Kole Gospodyń Wiejskich. Właśnie za to łączenie pracy zawodowej i społecznej została wyróżniona „Medalem Komisji Edukacji Narodowej”, złotą odznaką „Zasłużonemu w rozwoju województwa katowickiego”, a także złota odznaką ZNP. Ciągły kontakt z młodzieżą, która uwielbia swoją”Panią”, powoduje, iż jest ona osobą popularną nie tylko w środowisku miejscowości, w które zamieszkuje, lecz również poza nią. Do spopularyzowania jej osoby przyczyniły się także liczne wystawy jej prac w Częstochowie, Lublińcu, Herbach.Cennym w osobie i pasji Zofii Szcerbickiej jest to, ze potrafi nie tylko sama tworzyć piękno, lecz także przekazywać jego poczucie młodemu pokoleniu.

      Nie skomentuję tego artykułu....Powstał on w roku 1977.. Jest świetnym przykładem ówczesnej stylistyki. Załuję,że nie znalazłam go wcześniej. Wykorzystałabym go na lekcji. Autor napisał prawdę, ale o Zosi właściwie niewiele dowiedziałam się. Poza tym, że była wielokrotnie odznaczona, wszystko, co robiła podporządkowywała pracy społecznej.Pamiętam Zosia przygotowywała się do wywiadu, wystawiła najlepsze prace, prace, które nie były tylko obrazkami” tworzonymi różnymi technikami”. Ona kochała malowanie. Kwiaty, czy nawet kopie pocztówek, albo zdjęć wyrażały jej stan ducha . Uczyła plastyki , bo ta dziedzina stała się jej pasją. Malowała, wszak wtedy czuła się szczęśliwa, realizowała siebie, potrzebę tworzenia , dzielenia się emocjami. W czasach, gdy brakowało wszystkiego , potrafiła zdobyć farby olejne, wypalarki dla dzieci, pastele.gdy malował, gdy pracowała w szkole, dawała całą siebie. To prawda ,że pracowała społecznie, ,ze wiele robiła dla innych. Zawsze, gdzieś w świecie są ludzie, którzy lubią się czuć potrzebni, którzy sens widzą w pomaganiu innym, w dzieleniu się swoimi pasjami. Ale nikt z tych ludzi nie zasługuje na słowa, które więcej mówią o polityce państwa, niż o bohaterze.

      Ten artykuł wycięła dla Zosi Basia- nauczycielka rosyjskiego z Częstochowy. Basia – wiele lat młodsza od Zosi zawsze była przy niej. Zosia mogła na niej polegać, w każdej chwili przyjść do niej, przenocować. Wspierała Zosię i jako jedna z niewielu rozumiała ją, potrafiła zaradzić Zosinym nastrojom, depresjom. Basia była Zosi słońcem, które roztapiało lód w jej duszy, które oświetlało przyszłość radością i ciepłem. Zosi trudno byłby żyć bez ludzi z Herbów, nawet, gdy czasami z nimi spierała się. Nigdy nie mogła znieść samotności .Oni stali się sensem jej życia. Niektórym pomagała, z innymi kłóciła się, inni pomagali Zosi. Znałam panią Irenę, Ninę, panią Krzyżanowską, Kutalskich, panią Wołyńską i Ulę, Piotrka...

      Pamiętam, że zawsze była w moim życiu... Często nie mogłyśmy się porozumieć to nie tylko problem różnicy pokoleń. Znam wielu ludzi starszych, z którymi świetnie zgadzam się. Z Zosią zawsze miałyśmy inne zdanie, inny stosunek do ważkich spraw. Nawet,gdy miałam kilka lat. Kiedyś ciocia przywiozła mi dres. W tamtych czasach kupienie ciuszka dla dziecka nie było takie proste jak teraz. Ale...Ten dres, a raczej jego kolor małą dziewczynkę wprawił w furię. Jak można założyć coś brązowego?!.Sytuacja stała się śmieszna, wszak cała rodzina, zamiast dać mi spokój i przeczekać,usiłowała wcisnąć na mnie to ubranko.

      Byłyśmy różne. Ja. lubię ludzi i zawsze szukam w nich czegoś dobrego. Zosia często nieobiektywnie oceniała znajomych, albo wychwalała, nie widziała wad, albo krytykowała. Spierałyśmy się wciąż o sprawy drobne i ważne...Jednak zawsze, cokolwiek się działo dobrego, czy złego mogłam uciec do Herbów. Ciocia i Herby stały się azylem, jedyną rzeczą pewną, która jest i będzie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      środa, 20 lutego 2008 16:43
  • poniedziałek, 11 lutego 2008
    • Zaskakujący pamiętnik Zosi

      Z pamiętnika Zosi

      Od dnia 13 kwietnia 1940 roku, na skutek ewakuacji spowodowanej napaścią Niemiec hitlerowskich na ZSRR, ale ZSRR skreślone na czerwono, przebywałam w ZSRR w Kazachstanie, wraz z matką i młodszą i siostrą.

      / tu był nagłówek praca w ZSRR. Wszystko, co za chwilę wymienię zostało skreślone/

      • Naprawa dróg,walcowanie

      • wykonywanie butów filcowych

      • praca w terenie- kołchoz

      • suszenie chleba,warzyw,kartofli

      • budowa toru kolejowego



      Dlaczego ten fragment został skreślony? Czyżby świadczył prawdę o reżimie? Czy skreśliła go Zosia czy, ktoś inny, kto miał publikować jej pamiętnik?

      Byłam czynnym członkiem komitetu dla dzieci polskich w ZSRR.Brałam udział w organizowaniu Polskiej Jednostki Wojskowej, I Armii im. Tadeusza Kościuszki, co było najważniejszym zadaniem politycznym Związku Patriotów Polskich.

      O tym uczyłam się w szkole w latach siedemdziesiątych.

      Oto kilka nazwisk utrwalonych w zeszycie pamiątkowym.

      -Stanisław Szewczyk

      Aleksander Okoń

      Stanisław Brzozowski

      Henryk Bogusi

      Stefan Stokowicki

      Bronisław Powroxniak Adam Majsterkiewicz-ucz IV klasy

      Adam Adamczyk uczeń IV klasy

      Mieczysław Dorożyński- nauczyciel

      Józef Dorożyński-nauczyciel

      Janina Ekert /

      Ciekawa jestem czy to oficjalna lista, aprobowana przez władze, czy istnieją jeszcze inne nazwiska, o których pisać było niewygodnie ?Niektóre nazwiska pokrywają się ze spisem ludzi zesłanych na Syberię z cytowanych wcześniej urywków.

      Dnia 25 grudnia na rozkaz Komitetu rozpoczęłam pracę z młodzieżą polską. Prowadziłam zespoły tańca, śpiewu, zajęć plastycznych, organizowałam i urządzałam występy artystyczne, akademie wspólnie z młodzieżą komunistyczną. Dnia 15 maja założyłam szkołę polską w Siemiziorece. Pracowałam w charakterze nauczycielki kierującej w wymiarze 36 godzin tygodniowo.Honorarium dostawałam z WO i Kz Komitetu Pomocy Polskiej. Przerwy, jakie miałam,były spowodowane ciężkimi chorobami:zapalenie płuc,tyfus, malaria.

       

      Ten fragment też został skreślony.Widocznie choroba,wówczas nie była odpowiednim tematem do pisania o Syberii.  Na mocy Umowy Komisji Polsko- Radzieckiej do spraw ewakuacji osób narodowości polskiej i żydowskiej 6 lipca 1945 powróciłam wraz z mamą i siostrą na stały pobyt do Polski.Po powrocie do ojczyzny zgłosiłam się do prezydium Rady Narodowej w Lublińcu.

      Dlaczego nic nie wspomniała o Krakowie? Tam skończyła się przecież jej syberyjska tułaczka. Szkoda, że nie pamiętam więcej opowieści z dzieciństwa. Gdy czytam,te urywki zapisków wciąż czegoś mi brakuje.

      Otrzymałam pracę w charakterze nauczycielki w Kalinie[ kalina i Herby stare tworzyły kiedyś jedna wieś].Po kilku latach nienagannej pracy zostałam zwolniona od obowiązku zdawania egzaminu praktycznego. W roku 1951 prowadziłam kursy rosyjskiego.

      Tu,Zosia pisze tak jakby wróciła z wycieczki, delegacji albo dobrowolnej emigracji. Nie ma ani słowa o chorobie jej siostry,o zbieraniu sucharów na podróż, o Andersie. Gdyby nie moja mama, która w tamtych czasach była przecież dzieckiem, nic nie wiedziałabym o wojennych losach mojej rodziny. Czy w ogóle jako nastoletnia dziewczynka z podstawówki wiedziałabym coś o Syberii, zsyłkach, Katyniu?

       



      Zosia chyba chciała ukryć syberyjską przeszłość,za to potem, po roku 1989, za wszelką cenę chciała załatwić jakieś profity dla mnie, jako córki sybiraczki

      [ Chodziło o jakieś zniżki] Nie mogłam na to zgodzić się. Nie dałam jej dokumentów. Przecież ja z Syberią nie mam niczego wspólnego. Urodziłam się wiele lat po wojnie. Nie rozumiała tego, że nic nie chcę...Tak często miałam wrażenie, że mówimy innym językiem, innym kodem...Zawsze potrzebowała akceptacji. Czekała na słowa miłości, potwierdzenia, że jest niezastąpiona, najlepsza. Wykorzystując to wkupiłem się w jej łaski.

      Dlatego często wracała do wspomnień o Syberii, ale jakby z innej perspektywy, mówiła, że chce tam wrócić, bo tam było dobrze. Może tam czuła się niezastąpiona?...Może oczekiwała sprzeciwu, słów potwierdzających miłość? A przecież wszyscy ją kochali...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lutego 2008 14:58
  • czwartek, 07 lutego 2008
    • Zosia Szczerbicka i stan wojenny

       

      Z pamiętnika Agnieszki

      Ze stanu wojennego.

      Nagle wszystko runęło!

      I sens...i radość...i nadzieja...

      Nagle wszystko skończyło się...

      Teraz tylko –

      Boli wspomnienie

      Boli, że wiary nie ma...

       

      Ja nie chciałam być wróżką, która zło przewiduje...

      Ja tylko bałam się, bałam...

      Teraz już nie potrafię strachu czuć...

      Ta okropna beznadzieja, ta okropna bezradność...

      Teraz już nic nie ma sensu, ani praca, ani życie ani walka...

      Boże. Pomóż Polsce! [...]

      Wszelkie działanie okazuje się bezsensowne, słuszność nie ma mocy, by zwyciężać.

      Nie ma wiary w dzień przyszły.

      Czy najlepsze wartości ducha każdego z nas, ducha Polski nie mają prawa istnieć?

      Nie mam wiary w dzień przyszły.

      Bezradność staje się beznadziejna. Nie wiem, jak zgnieść zło i fałsz?Boję się przyszłości. Marzę,by Polska była niezależna...Czy możliwe, że wszystko stracone? Miniony rok rozbudził nadzieje.

      Może trzeba zaryzykować coś wielkiego, coś, co ruszyłoby cały naród?[...]

      Przed sierpniem było inaczej. Podziemie, codzienne życie były czymś innym, nie tak tragicznym jak teraz. Każdy marzył, by stało się coś takiego jak Solidarność. Ale Solidarność zaskoczyła, porwała za sobą prawie cały naród- patriotyzm, pragnienie prawdziwej wolności stały się jawne.Wszystkich łączyła nadzieja, pragnienie ”żeby Polska była Polską”

      [...]

      Biły dzwony, nasza nadzieja... Krakowskim Przedmieściem przejechała milicyjna kibitka. Wokół Warszawy wojsko.Podobno coś się dzieje na Sląsku. Manifestacje na Placu Zwycięstwa... Młodzież... Studenci..Dorośli...Zginęli górnicy. Gazy łzawią nawet w kościele Sw.Krzyża...Młodzież śpiewa hymn. Krzyczy Polska,Polska...Milicja obrzucona wyzwiskami: gestapo, gestapo...Wałęsa milczy.Boże daj mu siłę, daj siłę wszystkim, by nie poddali się.

      Pomnik Grudnia 70 roku stał się zbyt tragiczny, zbyt aktualny.

      Jak zakończą się urodziny Breżniewa?

      [..]Zima, wszystko pokryte szronem, wszędzie biel i cisza...Zwyczajna ulica,ludzie spieszą się.Właśnie przejechały trzy czołgi...[...]

       

       

      Wciąż aresztowania, studenci uniwersytetu, pracownicy PAN, ludzie kultury...Czy znów trzeba będzie czekać dziesięć lat, by przez rok zaznać nadziei na wolność?

      Znów 17 grudnia polała się krew. Jak można strzelać do bezbronnych ludzi?

      Marszałkowską przejechała kolumna milicji, trochę samochodów pancernych.Wracali z jakiejś akcji, albo to pokaz siły[...]

      Na zachodzie manifestacje. Pięknie wypowiedział się Regan, Miterrand. Ale co to nam pomoże?

      Użycie siły może być dowodem słabości. Jeśli tak, czy coś z tego wyniknie?Nie może pomóc nam ONZ, Zachód – to oznaczałoby wojnę...Czy znów musimy porzucać, co polskie, co nasze, najgorętsze uczucia, pragnienie prawdy ukrywać w sercach?

      Jesteśmy odcięci od świata, nie ma telefonów, nie można podróżować.

      [...]1 maja. Dwa pochody. Nawet siły bezpieczeństwa nie reagowały. Nie można było tylko połączyć się z tym legalnym. Masy ludzi żądały wolności. W rocznicę Konstytucji na ulicach Starówki, Sródmieścia szczypało w oczach od gazów łzawiących. Milicjanci pałowali, niektórych aresztowano.

      [...] 3 maja. 5 miesięcy wojny. O 12 miał odbyć się strajk. W centrum zatrzymały się dwa tramwaje.Potem ,chyba kazano im ruszyć .Co jakiś czas słychać klaksony. Ludzie biją brawa.Cichy szum „Jeszcze Polska nie zginęła...”

      [...]podziemie musi istnieć, choć ta działalność nieraz przyniesie zaostrzenie sankcji.

      Trzeba pielęgnować tę nadzieją, te nasze pragnienia, by trwały,by nie zginęła prawda, – bo kiedyś musi zwyciężyć dobro.

      [...] jeden z wielu ciosów .Samsonowicz nie jest rektorem UW. Nie będzie jego, nie będzie wielu innych profesorów, którzy nie boją się prawdy .Aresztowano studentów!

      [...]1 sierpnia. Na Placu zwycięstwa krzyż z kwiatów...Tak ciągle trwa walka uczuć, romantyzmu z Zomo. Kwiaty znikają i pojawiają się...

       

      [...[ mam wrażenie , że część społeczeństwa można przekupić dobrobytem.

      Nie wierzę już w przewroty takie jak Sierpień .Trzeba najpierw przygotować ludzi. Wszyscy powinni uczyć się, poznać prawdziwą historię.Nie mogą mieć miejsca prowokacje, nie można żądać rzeczy drobnych, nieistotnych.

      [..]Nieprawda, że nie ma Solidarności..Żadne akty prawne nie zmażą świadomości narodu. Nie można rozwiązać tego,co kryje się w duszy ludzi, nie można unicestwić nawet najbardziej nierealnych marzeń.

      [..]Zwolniono Wałęsę...Ale nikt nie chce z nim rozmawiać...Solidarność rozwiązana, więc nie ma, o czym mówić. To takie proste. Wałęsa chce rozmawiać tylko leganie.

      [..]Czy nasze dzieci będą wiedziały, że istnieje wolność i demokracja? Czy będą wiedziały, kto to Mickiewicz, Wałęsa, Miłosz?

      [...] Zniesiono stan wojenny.I co z tego?Zakazy,nakazy ograniczenia zastały usankcjonowane prawnie. Jest amnestia, ale trzeba podpisać zobowiązanie, że nie będzie się prowadziło działalności antypaństwowej.

      [...] Czy jest sens pisać te notatki? Jeśli przetrwają, czy moje dzieci zrozumieją, o czym są,czy pojmą sens tego wszystkiego, cierpienia i walki, marzeń i porażek?

       

      Najpierw była Solidarność, potem stan wojenny, wielkie marzenia, wielkie zawody, radość i smutek...

      A życie toczy się jak gdyby niczego szczególnego się nie stało...

      W przyszłości znów jakieś wydarzenie poruszą wielu i znów wszyto wróci do „normy”...

      Jak gdyby nic nie stało się – życie toczy się dalej -

       


      Tak,Zosia musiała się bać...Siedem lat na Syberii, komunizm, procesy lat pięćdziesiątych, doskonale wiedziała, czym może się skończyć mówienie prawdy. O Syberii, chyba słyszałam tylko od rodziców...Zosia zaczęła wracać do tamtych czasów po roku 89. Tak przynajmniej wydaje mi się. Wiesz, są to zapiski w zupełnie innym stylu. Pisane tendencyjnie, tak, aby mogły spodobać się władzom PRL . Zosia musiała bardzo bać się swojej przeszłości.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lutego 2008 19:40
  • wtorek, 05 lutego 2008
    • Zosia Szczerbicka znów Krakowie - o tym jak przedwojenna miłośc zmienia karieręmłodej nauczycielki

      Zosia dostałaby od razu mieszkanie, stanowisko dyrektora szkoły. Ale w Krakowie mieszkał Grześ, Grześ, który nie odszukał jej, nie pisał, nie czekał,gdy wróciły....Grześ - pierwsza miłość...Ale, ileż od niego wymagała...Jak nawiązać kontakt z wywiezionymi na Sybir? Podobno ich szukał. Dowiedział się, że wszyscy nie żyją.

      W jej wspomnieniach nie znalazłam ani zdania o tej miłości, a tak często o nim mówiła, że mam wrażenie,że go znałam.

               - Patryku, zobacz...Nasza miłość minęła. Od początku nie miała       szansy. Rozstanie bolało.. Jednak wspomnienia są sympatyczne, ciepłe, nie odrzucamy ich. A w życiu Zosi wspomnienie miłości Grzesia, nawet po kilkudziesięciu latach było raną Wiesz jak bała się, gdy wyjeżdżałam do Krakowa...Bała się, że ów staruszek będzie wiedział, kim jestem, gdy mnie przypadkiem spotka.

       

       

       

      Grześ ożenił się, przynajmniej tak twierdziła Zosia, nie wiedział, że wróciła...A może nie chciał wiedzieć? Zosia wróciła do Herbów. Uczyła w tej samej szkole, co przed wojną. Myślę, że kochała te małe dzieci. Choć często wydawała mi się taka nietolerancyjna wobec młodzieży, mody...Uwielbiała zajęcia plastyczne. Wymyślała z dzieciakami cudne rzeczy z niczego. W tartaku zdobywała resztki płyt, krążki drewna, by później wraz z maluchami robić niezwykłe prace.

      - Wiesz,co mnie zawsze zastanawiało? Poznaliśmy się w latach osiemdziesiątych, a Zosia nigdy nie wspomniała o polityce, o Syberii też chyba od niej nie słyszałem? Ty, tak przeżywałaś to, co się dzieje, a osoba, której szczególnie powinno zależeć na wolności, na tym,aby mogła oficjalnie opowiadać o swojej przeszłości - milczała.

       

      Zamyśliłam się... Patrzyłam na obrazy Grottgera.... Wczoraj dyskutowałam z uczniami o różnych postawach po powstaniu styczniowym. Połowa nie widziała sensu w walce, która od razu jest skazana na porażkę...Świetnie rozumieli Stańczyków.Szujski, Koźmian- jakby mówili ich językiem. Jak zawsze Paweł, Przemek, Kamila byli w „ opozycji” Paweł – to chłopak nie z tej epoki? Czuje historię, czyta Stachurę, „Wodnikowe Wzgórze”...Nie podobał mu się Bułhakow...ale on nie czuł zniewolenia na własnej skórze

      Dla mnie „Mistrz i Małgorzata” –to książka o wolności, o tym jak niekiedy trudno być wolnym, o tym, że dla wolności warto poświęcić wiele.

       

       

      zdjęcie

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lutego 2008 19:34
    • mrówki i korzeń żeńszenia leczą haine -medinę

      Przez kilka lat babcia, mama i Zosia. zaprzyjaźniły się z tamtejszymi ludźmi. Przetrwały tylko dzięki nim. To oni przygarnęli wyrzuconych w stepie rozbitków, nauczyli ich żyć w ziemiankach, walczyć o przetrwanie w tamtych warunkach. Latem upały były tak wielkie,że wysychała woda w jeziorkach. Ludzie z dna zbierali sól. Nie wiem, dlaczego jeziora miały słona wodę. Zimą mróz dochodził do pięćdziesięciu stopni, rano trzeba było odkopywać ziemianki, bo inaczej zostałyby zasypane. Ruska babka [ tak zawsze o niej opowiadały]ratowała mamę po ciężkiej chorobie. Szczęśliwi, po latach cierpień mieli wyjechać razem z Andersem.

      ..Nie mogły doczekać się wolności. Szykowały zapasy na drogę: suchary, jakieś placki....Wtedy Zosia zachorowała na tyfus, potem mama. Mama zaraziła się też Heine - Medyną. Chociaż,mnie wydaje się, że to tyfus wywołał podobne objawy u siedmioletniego dziecka, albo syberyjscy znachorzy znali sposób na chorobę, która okaleczyła tylu ludzi. Mama, bowiem, wyzdrowiała.... Zosia nie zostawiła chorej siostry i swojej mamy, nie skorzystała z możliwości wyjazdu,, choć taka decyzja mogła oznaczać, że pozostanie tam na zawsze. Wtedy pomogła im owa ruska babka. Za suchary, które długo gromadziły na podróż do Polski leczyła małą dziewczynkę. Gdzieś w tajdze, w miejscu, które tylko ona znała zbierała korzenie żeń-szenia – tajemne lekarstwo na wszystko. Robiła mamie gorące kąpiele, do których wrzucała kopce mrówek, potem gimnastyka, ciężarki przyczepiane do nóg- to wszystko przypominało tortury, ale mama wyzdrowiała

      Do Polski wróciły w 1947 roku. Zawieźli wszystkich do Krakowa. Dla mnie to miasto marzeń...

      - Pamietasz Patryku jak pomagałeś mi załatwić przeprowadzkę do Krakowa. Nie wiedzieliśmy wtedy, że to takie trudne, że w polskich warunkach w latach osiemdziesiątych pogoń za marzeniami była praktycznie niemożliwa.Teraz wystarczy mieć pieniądze,a takie sprawy jak zamian mieszkania, czy wydanie książki sa o wiele łatwiejsze niz wówczas. Wtedy w każdą dziedzinę życia wkradały się biurokracja i polityka.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lutego 2008 19:30
  • niedziela, 20 stycznia 2008
    • spojrzenie dziewczynki pokonuje wilki

      Ja, słyszałam jeszcze opowieści o tym, jak Zosia,matula i moja mama zbierały resztki ziemniaków z pół, jak chodziły wiele kilometrów do tajgi po opał. Szkoda, że nie znalazłam oryginalnych wspomnień, pisanych na Syberii. Myślę, że byłyby ciekawsze. Tu Zosia tylko relacjonuje, co przeżyła, zupełnie bez emocji. Widać jak całe życie musiała się czuć samotna, niedoceniona. Z każdego wątku wynika, jaka była niezastąpiona, dowiadujemy się, że to dzięki niej rodzina przetrwała.

      Na zsyłce Zosia zaprzyjaźniła się z Janiną Ejgiert. Była jej rówieśnicą. Nigdy nie słyszałam o niej,ani od mamy, ani od Zosi. Dopiero wiele lat po wojnie, gdy byłam nastolatką,ta przyjaźń odżyła. Obie panie wybierały się razem na wczasy, korespondowały...Nigdy nie widziałam pani Janiny. Za to znalazłam jej wiersze. W pamiętniku, który pamięta szczęśliwe, beztroskie czasy przedwojenne, obok wierszy Grzegorza o miłości, przejmują słowa o cierpieniu, potrzebie wytrwania, miłości ojczyzny.

      Z pamiętnika Zosi

      lari sunt parentes,lari sunt liberi, sed larissima est Res Publica”

      Drodzy są rodzice,drogie są dzieci, lecz najdroższa jest Ojczyzna

      Na pamiątkę wpisał sięEfroimblatt

      Siemiziorka 12 stycznia 1943

       

      Siemiziorka 9 stycznia 1943

      Do grona wspomnień!

      A gdy Cię ktokolwiek w życiu zrani

      I w sercu Twoim utworzy się blizna

      Pamiętaj,że stokroć bardziej od Ciebie

      Cierpi nasza Ojczyzna

      Dla pani droga Zosieńko,aby długo pani pamiętała o Izo../.dalej nie mogę odczytać/

       

      Zosieńko

      Poznaj jak słodko i zaszczytnie umierać za ojczyznę.

      20 czerwca 1940

       

      Tak dziwnie życie ludzkie się składa, że obok róży, cierń zawsze tkwi

      Czasem z tęsknotą serce biedne śni..

      Kochanej Zosi Małoszewska Michala

      Sybir 1941

      W tym pamiętniku jest dużo powyrywanych kartek. Dlaczego...? Kiedy Zosia je wyrwała?...Co chciała ukryć przed światem? Czy miłość...? Czy wpisały się osoby, o których z jakiegoś powodu chciała zapomnieć, nie przyznawać się do znajomości? Tego nie dowiemy się...

      Janina Egiert –Dla tych, którzy szli do tworzącej się Armii Andersa w Kazachstanie

      Dzisiaj nadeszła wielka chwila dziejowa

      Dzisiaj przełomowy czas,

      Być albo nie być – istnieć albo zginąć

      Tak mówią o nas.

       

      Kto nam wykuje wolność naszą złotą?

      Kto naszą Polskę z kajdan oswobodzi?

      Wy bądźcie tą przednią robotą

      W was nadzieja, z was siła się narodzi.

       

      Jedźcie i bądźcie dzielni jak przodkowie

      Jedźcie i zapał swój sprawie oddajcie

      Bądźcie waleczni, nie myślcie o sławie

      Zmartwychwstanie Polski chętnie przyspieszajcie

      Choć czarne chmury zakłębiły świat

      Choć wróg przeorał tankami granice

      Choć Hitler srogi jest niby kat

      Jednak opuści piastowe ziemie.

       

      Dzisiaj o jednym my tutaj myślimy

      Na naszej ziemi wróg nie pozostanie

      Na daleką drogę Was błogosławimy

      Wy przyspieszycie Polski zmartwychwstanie.

      Z opowieści mamy, pamiętam dziwne historie o wilkach, które nic jej nie zrobiły, bo stała nieruchomo patrząc im prosto w oczy...Długo wierzyłam, że zwierzęta dobremu człowiekowi nic nie wyrządzą krzywdy.. Dziś nie jestem pewna,czy była to prawda. Może mama opowiadała historie, które mogą zainteresować małe dziecko, aby w ten sposób przekazać prawdę o Syberii. Nie przewidziała, że kiedyś będzie można mówić o tym oficjalnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 stycznia 2008 11:58
  • piątek, 11 stycznia 2008
    • Z pamiętnika Zosi Szczerbickiej

      Podróż na Sybir

      Pewnego dnia załadowano nas do ciężarówek. Wyjeżdżamy w nieznanym kierunku. Rzucam kartkę n, na której napisałam: ”żegnajcie ludzie, kościoły, ziemia święto. Zosia Szczerbicka” Dzwony biją na pożegnanie. Słychać krzyki, jęki, płacz. Potem ładują nas na wagony dla krów .Dzieci, młodzież ,dorośli. Czterdzieści sześć osób ciśnie się w wagonie. Potrzeby fizjologiczne załatwiamy w wagonie .Brud ,smród ,czerwonka stały się wszechwładne. Podróż trwała sześć tygodni. Kustanaj. Tu zatrzymaliśmy się. Jedyne pragnienie to jeść i pić. Przeładunek i jedziemy dalej. Od Kirgizów dostaliśmy kumys –mleko owcze. Tak dojechaliśmy do Siemijeziorek.

       

      Ten czas znam trochę z opowiadań mamy, trochę Zosi. Mama była kilkuletnim dzieckiem. Chodziła do szkoły rosyjskiej,bo babcia uważała, że zawsze trzeba się uczyć.Zosia najpierw poznała, co to jest ciężka, ponad siły praca , potem uczyła. Krytykowano ją później często, za to, że uczyła w szkole wroga. Ale..może, po prostu w ten sposób próbowała przetrwać- mogła zarobić!

      Z pamiętnika Zosi

      Pamiętnik Zosi w tym miejscu wygląda jak życiorys, który składało się do pracy w latach komunizmu.

      15 grudnia 1943 r. rozpoczęłam pracę z młodzieżą polską Prowadziłam zespoły tańca ,śpiewu,zajęć plastycznych. 15 grudnia założyłam szkołę polską w Siemiziorce. Honorarium otrzymywałam z Komitetu Pomocy Polskiej

      . To takie oficjalne stwierdzenie, jakby żywcem wyjęte z podręcznika do historii z tamtych czasów.

      Opowiadania mojej mamy i inne zapiski Zosi o pierwszych latach w Rosji przypominają ”Zapiski z Martwego domu” Dostojewskiego.

      Uznawano nas za wrogów narodu. Nie dopuszczano, więc do pracy umysłowej. Pierwsza moją pracą było walcowanie dróg ręcznym walcem. Sypałam piasek,kamienie żużel na podkład. Byłam punktualna, zdyscyplinowana. Pracowałam też przy budowie drogi, toru kolejowego Archangielsk-Kartały .Ładowaliśmy piach na platformę. Upał 50 stopni.Byłam głodna. Dostałam krwotoku.Wtedy przydzielono mi lżejszą pracę. Przygotowywałyśmy filc z wełny owczej,filc,z którego wykonywałam walizki dla wojska powietrzu unosiło się mnóstwo pyłu.Wszyscy mieliśmy pylicę. Jednak jako pracująca otrzymywałam kartę na kawałek chleba i po 20 gram na matkę i siostrę. Wkrótce zostałam przyjęta do piekarni. Suszyłam warzywa, marchewki, buraki, ziemniaki w olbrzymich piecach. To wszystko szło na front dla wojska.My wypijałyśmy płyn z marchwi i buraków. To był przysmak. Kierownik piekarni, dobry dziadek, karmił nas chlebem. Rano po pracy przychodziłam do domu. Matula i siostra już czekały na mnie,zaglądały do woreczka,czy przyniosłam jedzenie.Były głodne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      reksik1
      Czas publikacji:
      piątek, 11 stycznia 2008 19:06